wtorek, 20 marca 2012

ROZDZIAŁ 12



   Następnego dnia wstaliśmy rano, ubraliśmy się i poszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu ja, Nathan i
Magda poszliśmy się przejść po Londynie. Chwilę później ja zobaczyłam ogłoszenie, że można się
zapisać na kurs tańca breakdance. Namawiałam Natha i Magdę, żeby się zgodzili. Po 10 minutach
ulegli moim błaganiom. Przez chwil szukaliśmy adresu, który był podany na ogłoszeniu. W końcu
znaleźliśmy go i weszliśmy do środka.
- Dzień dobry.-powiedzieliśmy chórem.
- Dzień dobry- odpowiedzieli pracownicy.
- Chcieliśmy zapisać się na kurs tańca breakdance.
- A ile będzie to kosztować?-zapytał Nathan
- Znaczy pierwszy raz jest za darmo, a jak się zdecydujecie nam kurs to karnet jest po 30 funtów i w nim   jest 12 lekcji.
- Aha.
- Zapraszamy do przebieralni. Tam proszę zostawić swoje rzeczy, a jak państwo nie mają   
zastępczych butów to proszę zdjąć te co macie teraz na nogach i tańczyć w    skarpetkach.  
-powiedziała uprzejmie pracownica.
     Poszliśmy tam i zostawiliśmy  rzeczy, a następnie poszliśmy na salę. Tam było już kilka osób.
Okazało się, ze większość z nich to Polacy. A także instruktor to też Polak, więc za każdym
razem jak chciał coś do Nathana powiedzieć to musiałam mu tłumaczyć, bo nie umiał dobrze
mówić po Angielsku.
- Hej wszystkim. .-przywitał się z nami.
- Cześć-odpowiedzieliśmy mu.
- A więc mam na imię Paweł, mam 22 lata i mieszkam w Polsce oraz kiepsko mówię po Angielsku.
- A teraz chcę was poznać.-dodał.
- Ja mam na imię Marta i także mieszkam w Polsce.- przedstawiłam się
- Mam na imię Magda jesteśmy siostrami z Martą.
- Mam na imię Nathan, mam 19 lat i mieszkam w Anglii, a urodziłem się w Gloucester.
   Reszta też się przedstawiła, a następnie Paweł przedstawił nam regulamin.
- Na każdych zajęciach obowiązują obuwie zamienne, żeby nie ubrudzić sali, a także luźne
spodnie, a nie jeansy, bo jak będziecie chcieli zrobić porządny rozkrok to będzie wam ciężko.
Wszystko jasne?
- Tak.
- Tak.-powiedział Nathan.
- Tego chyba nie muszę tłumaczyć.
- Nie, nie musisz.
- Wiem.
     Następnie zaczął nam pokazywać podstawowe kroki, a my je powtarzaliśmy z klika razy. Nie
było takiego kroku, w którym błędu nie popełniłam. Nathan i Magda się cały czas śmiali, chociaż
wcale nie byli lepsi.Pokazał nam z 10 kroków, ale i tak żadnego w całości nie zapamiętałam. Po
półtorej godzinie zajęcia się skończyły i poszliśmy się ubrać.
- I jak??
- Fajnie.-odparł Nathan.
- Super!-krzyknęła Magda.
- To co? Zapisujemy się?-zapytałam.
- No ja wchodzę.-powiedziała Magda.
- A ty Nath??
- Nooo.... Dobra też.
- Tak!! -krzyknęłam ucieszona.
- Idziemy się zapisać.
- Chcieliśmy się zapisać-powiedział Nathan do pani w rejestracji.
- Tak oczywiście. Już. Wy we trójkę?
- Tak.
- A więc będzie to kosztowało 90 funtów.
- Już płacę.
- A tu macie formularze do wypełnienia.
- Ok.
    Po tym pożegnaliśmy się i wyszliśmy z budynku. Później poszliśmy trochę odpocząć po
zajęciach. Poszliśmy na lody i napić się czegoś. Gdy wróciliśmy do domu.....

**********************************************************************************
Przepraszam, ze taki krótki, ale weny nie miałam
Jak zwykle nudny mi wyszedł i to bardzo nudny
Dedykuje go całej rodzince. A oto ona:
Weer, Wariatka, Love, Nicely, Asia0987, Ada:), Ada<3, Bela, Klauduśś, Revolution, Sandziaa, Cat,Justbreathe, Kinga, Malina, Inna, Olivia, Monia, Myszka, Invincible, Sierra, Hilal, Nika:),Gabi, Lauren, Huehueue, Riddle, Peace, Natt, Madzialena, Myia, Eve, Kinia, Magical , Hela !!!!
Jeśli kogoś pominęłam to bardzo, bardzo przepraszam.
Pozdrawiam
Marcia

piątek, 16 marca 2012

ROZDZIAŁ 11




          Wstałam rano o godzinie 9:00. Nathana nie było koło mnie. Więc poszłam do łazienki umalować się, uczesać się i ubrać. Ubrałam na siebie niebieską koszulkę z nadrukiem, niebieskie rurki i także niebieskie trampki. Ubrałam się tak ponieważ uwielbiam ten kolor. Następnie zeszłam na dół, a tam... MEGA bajzel po wczorajszej imprezie. Poszłam do kuchni nie zwracając uwagi na bałagan. Chciałam sobie zrobić śniadanie, ale tam był już Nathan. Przywitaliśmy się, a on posadził mnie na blacie i namiętnie pocałował. Nagle przerwał nam Tom.
- Hejoł.-krzyknął.
- Hej Tom.-powiedział Nathan.
- Hej Smerfetko. Hehe.-powiedział do mnie Tom śmiejąc się.
- Ejj. Wcale nie Smerfetka. Albo może.- bo miałam też białą czapkę.
- Nie wolno Ci tak mówić do mojej dziewczyny.
- Bo co?
- To.
       I zaczęli się gonić po całym domu, a Nathan krzyczał "Ja Ci dam Smerfetkę". Gonili się dłuższy czas kiedy Nathan powiedział "Zaraz Cię złapie ty... ty...Papo smerfie". Gdy Tom to usłyszał to zaczęli się szturchać. A ja cały czas się z nich śmiałam i postanowiłam zrobić sobie śniadanie. Zrobiłam sobie kanapki z nutellą, a chłopcy dalej się szturchali.
- Dzieci!!-powiedziałam przechodząc koło nich.
- Jakie dzieci?!
- Noo zachowujecie się tak.
- A chłopaki dzisiaj przyjdzie do mnie Magda, więc macie się tak nie zachowywać. Zrozumiano!!??.
- Tak.-powiedzieli razem.

      Wtedy chłopaki także mnie zaczęli gonić po domu za te "dzieci". Po jakimś czasie nadal mnie nie złapali i zadzwonił dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że to Magda więc szybko pobiegłam otworzyć. To była ona.
- Hej Magdaaa.-wtedy złapał mnie Nathan i mocno ścisnął.
- Mam Cię-krzyknął.
- Hej.
- Prrooszęę weejdźź.-mówiłam tak, bo Nathan mną kręcił.
- Haha. Fajnie mówisz.
- Nath, mówiłam, ze masz się tak nie zachowywać.
- Nathan, złapałeś Smerfetkę?-zapytał z góry Tom.
- Tak.-odpowiedział.
- Smerfetkę?-zapytała Magda.
- Bo jestem ubrana cała na niebiesko i do tego jeszcze białą czapkę mam.
- Aha. No fakt. Haha.
- Ejj ty też?
- Co?
- Za Smerfetką.
- Nie, ale to jest śmieszne.
        Potem poszłyśmy na górę, a chłopakom powiedziałam, że mają się jakoś zachowywać w sensie jak dorośli, a nie jak dzieci. Gdy weszłyśmy do pokoju to Magda zaczęła go podziwiać, bo był wielki i oczywiście niebieski. Usiadłyśmy na łóżku i Magda zaczęła wypytywać się o mój związek z Nathanem. Oczywiście musiałam jej wszystko opowiedzieć jak to się wszytko zaczęło, bo nie dała by mi spokoju. Nagle z dołu usłyszałyśmy jakieś hałasy. Zeszłyśmy na dół a tam... Max umazany cały po twarzy czarnym markerem, Jay z majtkami na głowie, Siva z rozbitymi jajkami na głowie.
- Przecież mówiłam, bez żadnych takich.
- Ale to już dawno mieli.
   Nathan, Tom, ja i Magda nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. Max, Jay i Siva robili dziwne miny, które też były śmieszne. Oni w ogóle nie wiedzieli z czego się śmiejemy.
- Idźcie doprowadzić się do ładu.
- A po co przecież ładnie wyglądam.-powiedział Max.
- Taa. To idź popatrzyć się do lusterka.
- Okej. Aaa-krzyczał z łazienki.
- Kto mi to zrobił.
- Ja nie.-powiedział Tom.
- Ja też nie.-powiedziałam.
- To pewnie "Baby Nath". Hehe.
- To nie ja i żadne "Baby Nath". Wiesz dobrze, że nie lubię jak tak do mnie mówicie.
- Dobra idę się umyć.
         Dochodziła godzina 19:00. Postanowiliśmy, że obejrzymy jakiś horror i zamówimy pizzę. Oglądaliśmy "Krwawe Walentynki". Po 45 minutach dostawca przywiózł pizzę i zaczęliśmy ją jeść. Magda chciała już iść, ale ją ubłagałam, żeby została. Zadzwoniła do rodziców i powiedziała im, że zostaje u nas na noc. Film był straszny, ale nie mogłam oderwać oczu od telewizora. Po godzinie Jay i Siva już spali. A ja się popcornem i pizzą zajadałam. Po jakimś czasie Max i tom także zasypiali. Mi i Magdzie też chciało się spać. Jedynie Nathan wytrzymał do końca filmu. Gdy do końca filmu zostało pół godziny był tak zmęczona, że poszłam na górę do łózka i od razu zasnęłam.

                                               NASTĘPNEGO DNIA

        Obudziłam się tak samo jak wczoraj i również beż Nathana. pomyślałam sobie, że zasnął na kanapie. Więc wykonałam poranną toaletę, a następnie poszłam sprawdzić na dół czy Nathan śpi na kanapie. Na schodach usłyszałam czyjeś głosy. Weszłam do salonu, a tam widzę...  Magdę leżąca na Nathanie i całującą go. Od razu wybiegłam z płaczem z domu trzaskając drzwiami. Za mną pobiegł Nathan.
- Zostaw mnie!!-krzyczałam.
- Ale..ale...
- Ale co??
- To ona zaczęłam mnie całować
- Taaa. Bo już ci uwierzę.
- To prawda.
- To dlaczego sie do niej kleiłeś.
- Wcale nie
- Odejdź i zostaw mnie.
- Kur**, piep**** życie. - powiedział wchodząc do domu.

                                          PERSPEKTYWA NATHANA

      Po zakończeniu filmu wyłączyłem telewizor i poszedłem spać na górę. Następnego dnia wstałem rano. Ubrałem się w czarne spodnie, koszulkę z nadrukiem i czapkę z napisem "LA". Potem poszedłem zrobić śniadanie na dół, bo nie chciałem budzić Marty. I wtedy podeszłam do mnie Magda mrucząc pod nosem "Nie chcę, ale zrobię. Co ma być to będzie". I rzuciła mnie na kanapę, położyłam się na mnie i zaczęła całować. Próbowałem ją odepchnąć. W tym momencie weszła Marta, kiedy ją zobaczyłem wyglądała na wściekłam i była cała w łzach. Zrzuciłem Magdę z siebie i pobiegłem za Martą. Zaczęliśmy się kłócić. Potem wszedłem wściekły do domu trzaskając drzwiami. Przez cały czas nie odzywałem się do nikogo. Nawet śniadania nie dokończyłem i nie zjadłem obiadu. tylko leżałem na łóżku w zamkniętym pokoju i myślałem co mógłbym zrobić. Była godzina 13:55, a Marty nadal nie było. Zaczynałem się o nią martwić.

                                           PERSPEKTYWA MARTY

        Wybiegłam po kłótni gdzieś w miasto. Nawet nie wiedziałam gdzie biegnę, bo nadal płakałam. W końcu się uspokoiłam i usiadłam gdzieś na ławce. W ogóle nie zamierzałam wracać do domu. była godzina 18:03, a ja nadal na tej ławce siedziałam. Byłam głodna, zaczynał mi się zimno robić i wyglądałam jak "ósme nie szczęscie". Chwilę później ktoś do mnie podszedł. Domyślałam się, ze to chłopak, bo miał kaptur na głowie i czarne spodnie. Przestraszyłam się go.
- Hej.-zagadał do mnie.
- Cześć-odpowiedziałam nieśmiało.
  wtedy on ściągnął kaptur i okazało się, ze to jest...Zayn z One Direction.
- Cześć jestem Za...-przerwałam mu.
- Zayn. Tak wiem. Znam Cię.
- A to fajnie.
- Tak znam wasz zespół, ale nie jestem waszą wielką fanką.
- Aha.
- A jak ty masz na imię?
- Ma...
- Poczekaj spróbuję zgadnąć.
- No dobra.
- Margarett ?
- Nie. Podpowiedź to polskie imię.
- Uuu. To nie zgadnę, bo nie znam polskich imion.
- Marta.-powiedziałam mu.
- Ładne imię.
- Dziękuję.
- A co to tak sama siedzisz? i dlaczego płaczesz?
- A tak i nic się nie stało.
- Przecież widzę, że coś się stało.
- No bo...-nie mogla wykrztusić słowa.
- No bo..?
- A z resztą nie ważne.
- No powiedz.
- No bo Nathan całował się z moją przyjaciółką, a to mój chłopak. Yyy były chłopak.
- Jaki Nathan?
- Z The Wanted.
- Aaa. Znam go.
        Potem zapytał się czemu nie wracam do domu, a ja mu odpowiedziałam, że nie chcę. I tak jeszcze długo rozmawialiśmy. I on nagle zaproponował, żeby przespała się u nich w domu. Zgodziłam się na propozycję. Od razu zadzwoniłam do mojej siostry i wszystko jej wytłumaczyłam. Zrozumiała mnie i zgodziła się, żebym dziś spała u One Direction. Poprosiłam ją, że by nikomu o tym nie mówiła. Następnie się rozłączyłam i poszłam z Zayn'em do ich domu. Miło spędziliśmy czas na rozmowie. Zayn cały czas mnie rozśmieszał ich historiami. Po godzinie doszliśmy do ich domu. Chłopaki przywitali się ze mną, a Malik wytłumaczył im dlaczego będę dziś u nich spała. Nie mieli nic przeciwko
- Mam tylko pytanie...-wtrącił Liam.
- Jakie??
- Gdzie ona będzie spała??
- Yyy. Nie wiem.
- Ja się prześpię na kanapie, a ona pójdzie do mojego pokoju.-zaproponował Louis.
- Dzięki.
    Następnie pokazał mi drogę do pokoju. Weszłam do wielkiego fioletowego pokoju w którym było wielkie łóżko, koło łóżka dwie szafki nocne. Trzy duże szafy, na środku dywan i żyrandol na suficie. Po skończeniu podziwiania położyłam się na łóżko i po chwili zasnęłam z tych dzisiejszych wrażeń.

                                                     KOLEJNY DZIEŃ

        Wstałam, poszłam się uczesać i założyłam ciuchy, które miałam wczoraj, bo nie miałam innych. Potem poszłam na dół i Liam dał mi śniadanie. To były naleśniki. Po śniadaniu Niall i Harry poszli mnie odprowadzić do domu The Wanted. Oni także byli bardzo zabawni. tak mnie rozśmieszali, że prawie zapomniałam o tej sytuacji z Nathanem. Po 45 minutach doszliśmy do domu. Denerwowałam się, bo nie wiedziałam jak chłopaki zareagują na to, że mnie całą noc nie było.
- Wróciłam!-krzyknęłam.
- gdzieś ty była. Martwiłem się o ciebie.-powiedział zmartwiony Tom.
- U chłopaków z One Direction.
- Co!? Gdzie?! Jak to!?
- No normalnie. Nie chciałam wracać do domu, a spotkałam Zayna i on zaproponował mi żebym do nich poszła spać.
- Aha.
- Hej chłopaki-powiedzieli razem Niall i Harry.
- Hej-odpowiedzieli Tom, Max i Siva razem.
- A nie gniewacie się?
-Jeżeli byłaś pod dobrą opieką to nie.
- Była, była.-powiedział Harry
- A to fajnie.
- Cześć skarbie.-powiedział Nathan.
- Odwal się. Jasne.-odepchnęłam Nathana.
- Nadal jesteś zła
- Taaak!!
        W tym momencie Harry i Niall sobie poszli, Pożegnaliśmy się, a chłopaki im podziękowali za pilnowanie mnie. Po tym ja pobiegłam na górę i zamknęłam się w pokoju. po pół godzinie postanowiłam wyjść i usłyszałam rozmowę Maxa z Magdą.
- Dzięki.
- Ty mnie szantażowałeś, kazałeś pocałować Nathana na oczach Marty. Ja tego nie chciałam, bo bałam się, że ją stracę. A ty mi tu dziękujesz. Bezczelny jesteś!!
- Czy ja dobrze słyszę?!-powiedziałam przerywając im.
- Eee. To nie tak. Max mnie zmusił.
- No dobra. A ty Max jak mogłeś mi to zrobić?
- Nooo. To miała być zemsta za kawał, ale ja nie wiedziałem, że to tak daleko zajdzie.
- Za takie coś!? Ty świnio!-walnęłam go z liścia.
- I jeszcze tego markeru nie udało mi się zmyć i jak Michelle mnie zobaczyła to uciekła. Przez to jeszcze bardziej byłem wściekły.
- I ja jeszcze na tym ucierpiałam. A nie mogłeś tego po ludzku załatwić??

         W tym momencie wszedł Nathan. Był zdziwiony, że się do niego odezwałam. Poprosiłam go o rozmowę na osobności. Zgodził się, a ja mu wytłumaczyłam, że Max zmusił Magdę do tego, a także chciałam go przeprosić. Gdy to usłyszał to nie wiedział co ze sobą zrobić. Więc poszedł do Maxa i z nie nacka przywalił mu prosto w nos. Ja im szybko przerwałam.
- Spokój!! Nie zaczynajcie bójki.
- Ok.
- Magda ciebie też chciałam przeprosić.
- Nie masz za co-powiedziała przytulając mnie.
- Skarbie stęskniłem się za tobą.- powiedział Nathan do mnie.
- Czyli znowu jesteśmy parą?
- Noo, a co zerwaliśmy?
- Nie. Tylko mi się tak zdawało. Ja też się stęskniłam- pocałowałam go namiętnie.
- Oooo. Jak to słodko wygląda.-powiedziała Magda.
- Dobra ja już spadam.-dodała po chwili.
- Pa
- Cześć
- Hej.
      Mówili wszyscy po kolei. Następnie ja i Nathan poszliśmy do pokoju nadrobić te dwa dni. Rzucił mnie na łóżko i zaczął całować. Potem zaczął mnie rozbierać, ale ja mu powiedziałam, że nie jestem jeszcze na to gotowa. Zrozumiał mnie i się ubrałam. Po dwóch godzinach wyszliśmy z pokoju na obiad. Wszyscy już w kuchni siedzieli.
- Max. Mam pytanie....
- Jakie?
- Michelle się odezwała do ciebie?
- Nie.
- Aha. Zaraz wracam.
      Poszłam po telefon by zadzwonić do Mich i jej wszystko wytłumaczyć. Powiedziałam, że Nathan pomalował Max'owi twarz markerem i się nie dało go zmyć i dopiero musiał taki specjalny zmywacz kupić. Ona zaczęła się z tego śmiać.Poprosiłam ją żeby przyjechała do Maxa, bo za nią tęskni.
- Wróciłam.
- Gdzie byłaś.
- Nie ważne.
      Zaczęliśmy jeść obiad. Po obiedzie Tom i Jay posprzątali ze stołu. Chwilę później zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Max idź otworzyć.-powiedziałam.
- Dlaczego ja?
- No idź.
- No dobra.
- Hej skarbie.-powiedział Mich wskakując Max'owi na szyję.
- O hej. Jak się stęskniłem.
- Ja też.
- Marta. Kocham cię. po prostu kocham.
- Nie ma za co.
- A skąd wiesz, że to ja.
- Domyśliłem się.
- Aha.
      Wtedy ja i Nathan wyszliśmy z domu, bo chcieliśmy pobyć trochę czasu sami. Spacerowaliśmy ulicami Londynu. Nathan wziął mnie na lody. Zamówił mi wielki pucharek z posypką i cukierkami na górze. Po zjedzeniu poszliśmy dalej. Nathan cały czas obejmował mnie. Słuchaliśmy muzyki. Nathan wsadził mi jedną słuchawkę do uszu i zaczęliśmy cichutko śpiewać. Po chwili śpiewania wyjął mi ją, posadził mnie na murku i zaczął głośno śpiewać " Gold Forever ". Ludzie gapili się na niego cały czas, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Przerwałam mu śpiew, bo zauważyłam paparazzi schowanego gdzieś w krzakach. Uciekliśmy gdzieś w takie miejsce gdzie nas nie znajdą, ale i tak znaleźli. I zaczęli nam robić zdjęcia. Od razu pobiegliśmy do domu, a oni za nami. Gdy dobiegliśmy zamknęliśmy dom tak aby nie weszli. Pozamykaliśmy wszystkie okna. Chwilę później usłyszeliśmy stado piszczących fanek pod domem. Z niego już w ogóle nie dało się wyjść. Po jakimś czasie już nie mogliśmy wytrzymać, więc Nathan poszedł ku drzwiom, otworzył je i... rozwalił aparat jednemu z paparazzi, a reszcie kazał spadać. Nie chcieli iść to Nath przywalił jednemu w mordę i wtedy poszli sobie. Następnie zaczęliśmy grać w "prawda czy wyzwanie". Przyszykowaliśmy różowe i niebieskie karteczki. Na niebieskich trzeba był napisać wyzwanie, a na różowych prawdę. Wszyscy następnie zaczęli wypisywać na karteczkach i wrzuciliśmy je do szklanej kuli. Jay poszedł po butelkę, a następnie nią zakręcił i wypadło na Natha.
- Prawda czy wyzwanie?-zapytał  Jay.
- Prawda.
- To losuj, różową karteczkę.
- No dobra, już.
- Co tam piszę..?
- Czy kiedykolwiek pocałowałeś nieznaną osobę.
- Kto to wymyślił?-zapytał.
- Ja - odpowiedziałam.
- A więc, nie- odpowiedział na pytanie.
      Następnie Nathan zakręcił butelkę i wypadło na Maxa.
- Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Uuu. Losuj.
- Zrób 15 pompek z dwiema osobami na plecach.
- No dobra. A więc wybieram Martę i Magdę.
- A dlaczego je??
- Bo to najlżejsze osoby.
- Nie ma tak.-odparła Magda.
- Siva i Tom siadajcie na niego.
- Cooo?? Oni?? Nie ma mowy.
- Wymiękasz?? Czy chcesz karę.
- Niech wam będzie.
- Jeden, dwa, trzy, czteeeryy -odliczaliśmy kiedy się trochę zmęczył.
- Pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć.
- Nie dam rady więcej.-odparł zmęczony Max.
- Ejj no. Jeszcze pięć. Dajesz.- zachęcaliśmy go.
- Koniec. Jestem wykończony.-powiedział wyczerpany po skończeniu zadania.
- Ile wy ważycie co??
- A co cię to??-odparli razem Tom i Siva.
- Kręć Max.
- Wyzwanie.- krzyknął Tom, bo na niego wypadło.
- A więc... rozbij sobie dwa jajka na głowie, a następnie wysyp na nią mąkę. Co??!!!!
- Rób.
      Następnie ruszył do kuchni po jajka i mąkę i wykonał swoje zadanie.  Wszyscy nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu, a nasz Tom zrobił się czerwony jak burak.  Graliśmy dalej i śpiewaliśmy Lightning.

You're in control,
Pressing pause om my heartbeat,
Someone stole all the air,
So I can't speak,
Now,
I know,
The chase, is on,
I feel, as though
My times, has come

How many times do I fly
through your head space?
Now it's speeding away from
A safe place
Yeah
Your skin
The touch
The kiss
The rush too much
And here you comes

When your lips touch mine
It's the kiss of life
I know, I know  that it's little beat frightening
We might aswell be playing with lightning
We touch light, like it's our first time
Oh, oh, I know that it's a little beat frightening
We might aswell be playing with lightning
Nooooooow...

Oh oh(x2)

Just you and me and the coast
In the back room
Learning Things they don't
Teach in the classroom
Now
You're here
i feel, the fear
For everithing
That's oh so clear

I've been addicted to you since
The first hit
Out pf control loke a surge
Of electric
Yeah
Your skin
The touch
The kiss
The rush too much
And here you comes


When your lips touch mine
It's the kiss of life
I know, I know  that it's little beat frightening
We might aswell be playing with lightning
We touch light, like it's our first time
Oh, oh, I know that it's a little beat frightening
We might aswell be playing with lightning
Nooooooow...

Oh oh(x4)

Your skin
The touch
The kiss
To much

Your skin
The touch
The kiss
The rush

Your skin
The touch
The kiss
To much

The rush (x4)

When your lips touch mine
It's the kiss of life
I know, I know  that it's little beat frightening
We might aswell be playing with lightning
We touch light, like it's our first time
Oh, oh, I know that it's a little beat frightening
We might aswell be playing with lightning
Nooooooow...

Oh oh(x5)


       Po zakończeniu gry nadal śmialiśmy się z Toma. Kazałam mu iść doprowadzić włosy do ładu, bo wyglądał gorzej niż jego bałagan w pokoju. Ja i moja siostra poszłyśmy do kuchni zrobić kolację. Zrobiłyśmy krokiety z pieczarkami i serem. To ponieważ uwielbiam krokiety z pieczarkami. Po pół godzinie były gotowe.
- Kolacja na stole.
- Z czym są te krokiety??-zapytał Max.
- Yyy. Zjedz to się przekonasz.-"Kur** zapomniałam, ze Max nie lubi pieczarek"-pomyslałam sobie.
- Smacznego.
- Nawzajem.-odpowiedzieli wszyscy chórem.
- O kur**!!-krzyknął Max.
- Co się stało??
- Tam są pieczarki!!. Z robiłyście to specjalnie.
- Wcale nie. Zapomniałam no. Przepraszam.
  Po kolacji poszliśmy się umyć i spać. Musiałam jeszcze 20 minut przepraszać Maxa za te pieczarki w krokietach. W końcu mi wybaczył mój błąd. Następnego dnia.....

*********************************************************************************
Napisałam.
Taki długi mi wyszedł.
Miałam wenę.
Omg jaki nudny mi wyszedł!!   jak flaki z olejem
Przepraszam, że nie pisałam tak długo, ale nie miałam na to czasu.
Postaram się nadrobić zaległości.
Kocham was.!!
P.S jeszcze nie wiem co będzie następnego dnia, muszę coś wymyślić.
Dawajcie pomysły w komentarzach.
Pozdrawiam.
Marcia
:P :***

poniedziałek, 5 marca 2012

ROZDZIAŁ 10




                                                          19 czerwca (wtorek)


    Był to dzień jak co dzień, a może nie do końca bo to dzień moich urodzin. Nie robiłam z tego wielkiej sprawy, ale wiedziałam, że coś dostanę od rodziców i siostry, ale to dopero po powrocie ze szkoły. Nie mogłam się doczekać.
    Jak zwykle we wtorki obudziłam się o 6:00, bo jak zawsze w ten dzień musiałam wyjść z domu o 7:00. Rano na śniadanie zjadłam płatkiz mlekiem, następnie nastąpiła poranna toaleta, a potem założyłam na siebie beżową sukienkę w kwiatowy wzór, kolczyki i bransoletki. Byłam prawie gotowa, miałam jeszcze zrobić make-up i ułożyć włosy, ale mama mnie zawołała, więc wyszłam z pokoju i przeszłam do kuchni.
 - Tak. Co się stało?- spytałam się mamy.
 - Masz śniadanie do szkoły?- jak co dzień mama zadała to pytanie.
 - Nie, a możesz mi  zrobić?- poprosilam ją - Bo ja muszę się zbierać do szkoły.
 - Do szkoły sie tak szykujesz?- zdziwionym głosem mama się spytała, patrząc na mnie jakbym miała iść na randkę.
 - No, a co? Przecież zawsze się "stroję" do szkoly.- powiedziałam idąc do łazienki.
 - A to dzisaj jakiś wyjątkowy dzień?- zapytała udając, żenie pamięta o moich urodzinach.
 - Tak!!!- wykrzyknęłam z łazienki.
 - Aha.- odparła.
 - Mamo, ty lepiej zrób mi kanapki z serem do tej szkoły, a nie wypytuj się mnie o to jak ja wychodzę ubrana do szkoly.- oznajmiłam jej nakładając podkład na twarz.
 - Dobra zbieraj się już, nie będę ci przeszkadzać- powiedziała.
    Po nałożeniu podkładu umalowałam powieki brązowym cieniem do powiek, podkreśliłam oczy kredką do oczu i nałożyłam tusz do rzęs, następnie na policzki nałożyłam róż, a na usta delikatny błyszczyk. Wyprostowałam sobie włosy, układając je opadające na ramiona, a grzywkę spięłam do tyłu.
 - Kanapki gotowe księżniczko.- powiedziała mama gdy dokonywałam ostatnich poprawek.
 - Dziękuje. Kochana jesteś.- odpowiedziałam z uśmiechem, biorąc kanapki ze stołu.
 - Pięknie wyglądasz.- oznajmila nie mogąc napatrzyc się na mnie.
 - Wiem.- powiedziałam pewnym głosem, ale i tak się zarumieniłam.
 - No dobra idź już bo jest już 6:58.- wyganiała mnie mama z domu.
 - Pa.- mówiłam śmiejąc się przy tym.
 - Pa.- odrzekła.
    Założyłam baleriny i wyszłam. Szłam do szkoły jakieś 35 minut. Odrazu weszłam do łazienki by zerknąć jak wyglądam i poprawiam sobie włosy i nałożyłam małe poprawki w makijażu. Zajęło mi to 15 minut. Była już 7:50 właśnie lekcja się zaczynała, gdy weszłam do klasy wtedy koledzy i koleżanki zaczęli śpiewać mi "sto lat". Śpiewali tak głośno, że pani dyrektor weszła do sali.
 - Co się tu dzieje?!- powiedziała podniesionym tonem, a kalsa ucichła.
 - Nic. My tylko śpiewamy dla Magdy "sto lat" bo ma dzisiaj urodziny.- usprawiedliwiała cała klasę przewodnicząca Monika.
 - To wszyskiego najlepszego.- Złorzyła mi życzenia dyrektorka.
 - Dziękuje.- odparłam zawstydzona. Po czym pani dyrektor upomniała nas, aby to było poraz ostatni i wyszła.
    Gdy pani dyrektor wyszła to przyszedł ksiądz i dopytywał się dlaczego nas odwiedziła pani Wikło, zdziwiony wysłuchał wersji Moniki i złorzył mi życzenia, za które podziękowałam i lekcja się zaczęła. Mijały lekcje, gdy nagle na lekcji wychowawczej wszyscy usłyszeli zza okna jak ktoś woła moje imię i nazwisko. Za pierwszym razem zignorowałam to, ale to się powtórzylo, więc zobaczyłam za okno, a tam chłopcy z The Wanted. Oni mnie zobaczyli w oknie i gestem ręki chcieli bym zeszła na dół i wyszła ze szkoły. Ja wachałam się bo nie mogłam tak od se wyjść z lekcji.
 - Kto to?- zapytała się pani Kłopotowska.
 - Chło... chłopacy z The Wanted.- mówiłam z podekscytowaniem.
 - Kto?- chórem wykrzyknęła cała kalasa.
 - Mó ulubioy zespół.- odpowiedziałam z załamującym się głosem.
 - Ale co oni tu robią i czego chcą?- pani się dopytywała.
 - No bo ja mam urodziny i chyba po to tu są i chcą abym zeszła do nich na dół.
 - Ale masz lekcję.
 - No tak proszę pani profesor, ale to jedyna taka okazja.- mówiłam to odchodząc od okna, a podchodząc do biórka nauczycielki.
 - Jaka okazja?
 - Chodzi, że oni specjalnie przyjechali.
 - A skąd oni wiedzą o tym, że masz dzisiaj urodziny i gdzie mieszkasz?
 - Ja i inni fani na wlentynki zrobiliśmy prezentację dla chłopaków, wysłałyśmy im ją, a w niej były zapisane daty urodzin i adresy zamieszkania...- tłumaczyłam się, a TW czekali.
 - A skąd oni wiedzą gdzie jest twoja szkoła?- ciągnęła temat.
 - ... no i szkół też, ale nie wierzyłam, że oni wezmą to na poważnie i że przyjadą tu specjalnie na moje urodziny.
 - No i co w tej sprawie?
 - Mogę iść? Proszę! To poraz pierwszy i ostatni.
 - No...- zastanawiała się pani profesor.
 - Przyniosę usprawiedliwienie za nieobecność.- (miałam po wychowawczej 3 lekcje wychowania fizycznego).
 - No idź..- powiedzieli koledzy, a pani się zdziwiła.
 - Proszę.- mówiłam prawie ze łazami w oczach, robiąc oczka "Kota w butach".
 - No idź. To wkońcu twój ulubiony zespół.- powiedziała.
 - Dziękuję.- odparłam z ulgą, biorąc swoją torebkę.
 - Ale wróć.- powiedziała pani stanowczym głosem i z żartobliwością.
 - Dobrze, dobrze. Jutro już będę w szkole.- mówiłam wychodząc.
 - MOŻE.- dodałam śmiejąc się.- Dowidzenia i pa.
 - Baw sie dobrze.- wykrzyknęła Monika.
    Wyleciałam ze szkoły jak z armaty bo rozmowa w kalsie się przeciągła do 8 minut. A gdy już wyszłam to chłopcy się ucieszyli. Wszyscy zaśpiewali mi "Happy birthday". JA stalam zaczerwieniona słuchając ich, mało co się nie popłakałam. Kiedy skończyli to każdy z nich złożył mi życzenia, przytulając się do mnie i obcałowując mnie.
 - Ufff.- odparłam już wymęczona tymi uściskami i całusami. - Koniec?- dodałam.
 - Nie!!! Zbiorowy uścisk.- odpowiedział Max, po czym w piątke stworzyli wokół mnie okrąg i uścineli mnie w nim.
 - Trace oddech.- wydusiłam te słowa z siebie.
 - Dobra., koniec.- odparł z litoscią Max.
 - No i co teraz?- spytałam się zniecierpliwiona.
 - No...- przeciągał Seev.
 - Ej! Siva no powiedz.
 - NIESPODZIANKA.- dodał Nathan.
 - Ej!...- nie dokończyłam bo Nath przykrył palcem moje usta i wciągnął mnie do ich autobusu i wyruszyliśmy w drogę.
 - Gdzie jedziemy.
 - Dowiesz się w swoim czasie.- odpowiedział Nathan.
 - A ile to już masz tych latek?- spytał Max, zmienając temat.
 - No 17.
 - Siedemnaście?- spytał się Siva.
 - Tak tyle. Stara jestem. Hehe.- odparłam z uśmiechem na twarzy.
 - Hahaha.- śmiał się Jay. - A co my mamy powiedzieć?- dodał.
 - Wy to już emeryci.- odpowiedziałam dla żartu aby podtrzymać żartobliwą rozmowę. Ale w duszy wciąż się zastanawiałam co mnie czeka.
    Jechaliśmy, a końca drogi nie było widać. Byliśmy już w trasie  od dobrych kilkudziesięciu minut. Cały czas rozmawialiśmy i żartowaliśmy, nasza gadka ciągła się przez całą drogę, ale w końcu się zatrzymaliśmy na jakimś parkingu, nie wiedziałam gdzie sie znajdujemy. Wyszłam z autobusu pierwsza, a za mną chłopcy oraz Kevin i Martin(byli ich ochroniarzami) , którzy w autobusie też składali mi życzenia z okazji urodzin, wtedy ochroniarze zaprowadzili mnie i The Wanted do Wesołego Miasteczka. Ucieszyłam się na widok tego miejsca.
 - To ta niespodzianka?- spytała się Toma.
 - No, jedna z wielu.- odpowiedział.
 - Z wielu...?- zaciekawiła mnie odpowiedź Toma.
 - Mmmm...- wzdychnęłam.
 - You like it bi**ch! Yeah!- dodał Tom.
    Po tych słowach rozległ się donośny śmech całej naszej paczki, aż inni ludzie odwiedzający wesołe miasteczko popatrzyli się na nas jak na dziwaków. Nas to nie interesowało co oni onas myślą bo przyszliśmy się dobrze bawić. Idąc do kasy Max spytał się mnie gdzie chcę najpierw iść, po krótkim zastanowieniu się orzekłam, że chcę iść na największą kolejkę górską, która tu się znajduje. Chłopcy się zdziwili bo nie myśleli,że odważę się tam wejść, ale i tak nie miałam zmiaru zmieniać decyzji. Nath i Seev poszli kupić bilety, a ja, Max i Jay poszliśmy już do kolejki, po drodze Max  dopytywał się czy jestem pewna.
 - Tak!!! Ja chcę pojechać z Tobą. Przy tobie czuję się bezpiecznie.
 - Co?!- wykrzyknął ze zdziwieniem.
 - To. Jedziesz ze mną. I koniec kropka.
 - No dobr, już nie musisz mnie przekonywać bo i tak bym z Tobą pojechał, nawet gdybyś sama tego nie chciała.
 - Oj, to miło z twojej strony.- przytuliłam sie do niego.
 - Chodź idziemy.
    Weszliśmy do wagoniku kolejki i ruszyliśmy, na początku powoli, a potem coraz szybciej i szybciej. Jeździliśmy po zakrętach w prawo i w lewo, pod górkę i w dół, aż tu nagle przed nami pętla. Chwyciłam Max'a za dłoń, że aż jęknął z bólu. Bałam się okropnie, ale starałam się nie dać o tym znać Max'owi, a on wyrwał swą dłoń i mnie objął ramieniem, a ja natychmiast wtuliłam się w niego i położyłam dłoń na jego udzie, Max położył drugą swoją dłoń na mojej ręce i właśnie wtedy wjeżdżaliśmy do góry na pętlę, a potem zwisaliśmy do góry nogami i zaczęliśmy się śmiać, gdy zjeżdżaliśmy w dół. Moje rozpuszczine włosy zwiało na jego twarz, a sukienkę podwiało, tak że na ułamek sekundy widać było moją bieliznę, lecz Max tego niezauważył bo przytrzymałam ją ręką. Później jeżdziliśmy już po tej kolejce slalomami i w górę i w dół, w górę i w dół, a gdy nastąpił już koniec Max jak prawdziwy dżentelmen wysiadł pierwszy i pomógł mi wysiąść trzymając moją rękę. Gdy już wszyscy wysiedli to Max swoimi rękoma ułożył moje włosy, a póżniej je pogłaskał.
 - I jak było?- spytał się Nath.
 - A jak miało być?- odparłam.  - Zaje***cie.- dodałam podekscytowana.
 - Dobra nie udawaj, tylko się przyznaj, że się bałaś.- powiedział Jay.
 - Nie, nie bałam się bo przejażdżka z Max'em to frajda i czego miałam się bać.- odpowiedziałam kładąc rękę na ramieniu Max'a.
 - Hahaha...- reszta się zaśmiała.
 - To jaka jeszcze mnie dzisiaj niespodzianka czeka?- zadałam pytanie zniecierpliwiona.
 - No poczekaj. Zaraz się dowiesz.- odpowiedział Siva.
 - No to chodźmy.- powiedział Tom.
 - Idziemy?- pośpieszając chłopaków.
 - Nie bądź taka napalona.- rzekł Max, który nie mógł za mną nadąrzyć (ciągłam go za rękę).
 - A tak w ogóle Magda gdzie nas ciągniesz?- zapytali się chórem.
 - No nic nie chcecie powiedzieć to ja was ciągnę tu.- odpowiedziałam stając przd automatem do zdjęć.
 - I co?- Tom z uśmieszkiem na twarzy się dopytywał.
 - I teraz wchodzisz ze mną do tej budki bo chcę mieć pamiątkę z najwspanialszych moich urodzin.
 - Ale ja też chcę mieć z tobą zdjęcia.- dodał Jay.
 - I my też.- odrzekli Nath i Seev.
 - A ja to najbardziej ze wszystkich.- wyszepnął mi na ucho Max, a potem poruszał brwiami jakby chciał mnie poderwać.
 - Mmmm... dobra pokolei. Najpierw Tom bo mu obiecałam pierwszeństwo, następnie Jay, później Nath i Siva, a na "deser" Max.- wytyczyłam kolejność i odwdzięczyłam się Max'owi tym samym gestem co on mi wcześniej.
    Postanowiłam cyknąć śmieszne fotki, więc wepchneliśmy sobie dużo waty cukrowej do ust, którą kuplili dla naszej paczki Kevin i Martin. Niestety zakrztusiłamsię watą i wypadłam z kabiny fotograficznej, kaszląc- prosto przed resztę zespołu, Patrzyli się na mnie i się śmiali, a Max mnie podniósł z ziemi i tak oto znowu wylądowałam w jego ramionach. Na szczęście nic się nie stało, dokończyłam zdjęcia z Tomem, a potem wykonałam kilka fotek z resztą. A najbardziej podobały mi się zdjęcia z... Max'em oczywiście, a zwłaszcza to na którym ja siedzę na jego kolanach obejmując go ramieniem, on trzymał mnie rękoma na mojej talii, a ja skierowany wzrok miałam ku górze, palec wskazujący trzymałam na policzku w geście "daj mi buziaka", no a Max dał mi tego buziaka i tak wyszła najfajniejsza fotka. Gdyby sesja się skończyła to dałam po jednym zdjęciu dla każdego z chłopaków, a wszyscy zazdrościli mi mojego zdjęcia,  - to dajcie mi po buziaku, ktoś niech zrobi zdjęcie aparatem.- rzekłam i tak się stało, ale i tak ja te fotki zatrzymałam dla siebie. Po rozczulaniu się nad fotografiami ruszyliśmy jeszcze w jedno miejsce wybrane przez Toma, było to  miejsce gdzie za pomocą piłeczki i tarczy wrzucało się gościa na krześle do beczki z wodą.
 - Oh, yeah!- ten dźwięk wydałam z siebie, gdy ujżałam co mnie czeka.
 - Super, ja pierwsza chcę wrzucic go tdo wody.- dodałam po chwili.
 - A co ty masz jakiś przywilej, że robisz wszystko pierwsza.- wypowiedział sie zasdrosny Nath.
 - Tak mam dziś urodziny.- odparłam ironicznym głosem i zaśmiałam sie.
 - Ok. Rzucaj.- odpowiedział i wręczył mi piłkę.
 - No dobra, teraz zróbcie mi miejsce.
 - Magda, Magda...- dopingowali mnie chłopacy.
 - Ale trochę ciszej bo się dekoncentruję i nie trafię.- uspakajałam ich, próbując trafić w sam środek tarczy.
 - Magda, Magda...- teraz skaldowali moje imie szeptem.
 - I raz i dwa i trzy.- rzuciłam piłką w tarczę, nie trafiłam w sam środek, ale mężczyzna spadł z krzesła wprost do lodowatej wody.
 - Hura!!!- dodali okrzyk radości ludzie, ktorzy widzieli mój rzut.
 - A teraz...- zastanawiam się komu pozwolić rzucić.  - Nath, rzucaj.
 - Oh, dziekuję za pozwolenie na rzut piłką. Uwaga dedykuję ten rzut "Królowej".
 - Ha ha ha, zabawne.- wyśmiałam go.
 - No rzucaj.- powiedział Max.
 - Nathan, Nathan...- zaczął dopingować Siva, a my się dołączyliśmy.
 - NO!-  powiedziałam Nath rzucając z całej siły i trfiając w sam środek tarczy.
 - Yeah, yeah.- cieszył się jak dziecko.
 - Fluke.- dodałam próbując ugścić jego entuzjazm.
 - No to teraz, żeby nie było że Max ostatni to teraz on rzuca.- powiedziałam.
    Świetnie się bawiliśmy przy tej grze, ale już dochodził wieczór, a chłopcy szykowali jeszcze jedną niespodziankę just for me. Gdy ostatni rzut wykonał Seev, ruszyliśmy w stronę parkingu do autobusu, a po drodze chłopacy kupili coś mocniejszego. W drodze gadaliśmy a wrażeniach zcałego dnia i tak samo długo wracaliśmy do domu TW. Jak już weszlismy do środka to mieszkanie było przygotowane na imrezę, wtedy zorientowałam się po co był alkohol. To niebył koniec wrażen i niespodzianek, więc oznajmiłam chłopakom, że idę do łazienki, a tam poprawiłam wygłąd. Wychodząc z łazienki usłyszałam dzwonek do drzwi, a tam znajomi chłopaków i moje przyjaciólki(sprytnie udawały w szkole, że ich nie znają) z moją siostrą. W pewnym momencie Max zebrał wszystkich w salonie, gdzie był już na stole duży tort z 17-toma świeczkami, zaprosił mnie na środek, a następnie odśpiewali "Happy birthday"- ponownie. Zdmuchłam świeczki, pokroiłam torta, rozdałam gościom, a oni mi zostawiali prezenty pod stołem.
 - A prezenty od was?- zapytałam zdziwiona tym, że ich jeszcze nie dostałam.
 - Cwana jesteś, nie za dużo bys chciała?- wyszeptał mi Tom, po czym z chłopakami zaprowadzili mnie do pokoju Max'a, a gości zostawiliśmy na dole.
 - Dziękuję.- powiedziałam, gdy zobaczyłam przezebty od nich.
    Po otrzymaniu podarunków rozpłakałam się, a Nath, Max, Jay, Siva i Tom mnie przytulili i otarli mi łezki. Później zeszliśmy na imprezę, poczęstowałam się własnym tortem i alkoholem, który kupili chłopcy po wyjściu z wesołego miasteczka. Bawiliśmy się wszyscy do około pierwszej w nocy bo później goście się rozeszli, a ja zostałam u nich w domu, spałam w pokoju Max'a, obok niego. A nstępnego dnia nie poszłam do szkoły, więc Max przyniósł mi śniadanie do sypialni, a na tacy były kanapki z dżemem truskawkowym, sok pomarańczowy, róża i pięknie złożone serwetki w kształcie łabędza. Poczęstował mnie nim i usiadł na łóżku obok mnie, wpatrując się jak jem. Mi było jego szkoda jak on się tak patrzył, więc zamoczyłam palec wdżemie i ubabrałam jego nosek.
 - Ej.- powiedział oddając mi, po czym pocałował mnie w nos.
 - No co? Patrzysz się na mnie
 - Patrzę i nie mogę się napatrzyć po tym jak pięknie wczoraj wyglądałś w tej sukience.
 - Uwielbiam gdy tak do mnie mówisz.
 - Chodź tu.- powiedział odstawiając tacę na podłogę i przyciągając mnie do siebie.
 - I co teraz?- powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy.
 - A teraz...- i zaczął mnie łaskotać.
    Śmiałam się tak głośno, że chyba wszystkich obudziłam, ale Max nie miał zamiaru przestać, chociaż prosiłam go o to bo mnie już brzuch bolał ze śmiechu.
 - Hahaha..- śmiałam się resztką sił. - Dość przestań.- dodałam.
 - No dobra bo obudziłaś cały dom.Ja? To ty mnie łaskotałeś, to...- nie dokończyłam bo on załonił me usta swymi i tak nasze usta złaączyły się w namiętnym pocałunku.
 - ...trzebabyło mnie łaskotac?- dodałam po długim całusie.
    Tak minął ranek i musiałam wracać do rodziców. Zebrałam swoje prezenty, ubrałam się i pożegnałam się z chłopakami, a Max odprowadził mnie do samych drzwi mojego domu.
    Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, gdy on znów mnie pocalował, puściłam wszystkie prezenty z rąk i objęłamgo , a on mnie tak mocno przytulił do siebie aż nie mogłam złapać tchu.

*********************************************************************************
Witajcie dziewczęta, tu Madzialena. Nie znacie mnie zbyt dobrze, ale mam nadzieję, że dzięki temu rozdziałowi coś się wam rozjaśni.
Ten rozdział jest inny niż pisze Marcia. Nie wiem czy Marcia pisze tak dużo.
Mam nadzieję, iż się wam podobało, proszę o komentarze.
Pozdrawiam wszystkie siostry i braci na czacie.
Buziaki :*:*

niedziela, 26 lutego 2012

ROZDZIAŁ 9


 
                                                        NASTĘPNEGO DNIA


  Obudziłam się o godzinie 9. Już mi przeszło to był tylko ból głowy od tego chałasu. Ale na wszelki wypadek woleliśmy się upewnić i poszliśmy do lekarza. Wyszliśmy z domu o 10:30.Lekarz powiedział, że nic mi nie jest więc się uspokoiliśmy. Wróciliśmy do domu o godzinie 11:30. Nathan postanowił, że zrobi mi śniadanie, bo wcześniej nie mielśmy czasu go zjeść. Dziesięć minut poźniej zaprosił mnie do stołu, gdzie były świece i śniadanie.
- Mniam, ale to pyszne.
- Dziękuję.
- Nie wiedziałam, że umiesz tak świetnie gotować.
- Bo nie umiem gotować.
- Taa bardzo śmieszne. Już ci uwierzę.
- Serio nie umiem dobrze gotować.
- Dobra niech ci będzie, ale i tak ci nie wierzę.
    Po zjedzeniu Nathan zabrał mnie do ogrodu i pokazał mi wielki stół do masażu. Koło stołu były olejki i kadzidełka. Powiedział, że mam na niego wejśc i zaczął mnie masować. To było strasznie przyjemnie i odrazu odpłynęłam .Po pięciu minutach tak się zamarzyłam, że usnęłam. Po pół godzinie obudził mnie głos Nathana, szarpał mnie  żebym się obudziła.
- Wstawaj śpiochu.
- No już.
- Dlaczego ci się usnęło.
- A zamarzyłam się i usnęłam.
- Aha. A co nie podobał ci się masaż??
- Nie. Podobał się i to bardzo.
- A to się cieszę.
- To fajnie.
    Gdy skończył mnie masować to był godzina 12:30 więc poszliśmy do domu zrobić obiad. Przyszykowaliśmy spaghetti. Zrobiliśmy specjalnie taki jakie lubi Nathan. Po pół godzinie spaghetti było już gotowe. Zawolałam wszystkich.
- Chłopaki obiad na stole.
- Już idziemy.
- Magda złaź na doł, bo obiad jest.
- Już idę.
 Zaczęliśmy wcinać obiad. Spaghetti było z takim pysznym sosem i posypane parmezanem. Na sam widok ciekła mi ślina. Po obiedzie zaczęliśmy się kłocić kto ma pozmywać naczynia.
- Nie ja.-powiedział Tom.
- Ja też nie- Teraz Max.
- A to niby dlaczego?-zapytałam.
- Bo mi się nie chce.
- Haha. Bardzo śmieszne. To kto niby to ma zrobić?- nie mogliśmy ustalić.
- Ja pozmywam.-powiedziała Magda.
- Wy leniwe kluchy.-dodała po chwili.
- I kto tu jest leniwy?-powiedział Seev.
- Pomogę ci. Powycieram.-powiedział Jay.
- Dzięki.
- Dobra dosyć tej kłotni.- odparł Nath
- No teraz gdy wyzywam was od leni to wszyscy nagle chcecie mi pomagać?? No to jak bardzo chcecie to: Max posprząta na stole, Tom pozamiata w kuchni, a Siva pochowa naczynia gdy Jay je powyciera.
    Magda zaczęłą się rządzić w kuchni, gdy Max przerwał jej i spytał się:
- Co ma Nathan do roboty?
- On nic nie będzie robił, bo on zrobił dla nas ten pyszny obiad.
- Widzicie.
- Jutro ja robię obiad.-oznajmił Tom.
- Taa. Teraz wszyscy będziecie gotować.-powiedziała śmiejąc się Magda.
     Na tą kłotnie straciliśmy kupę czasu czyli z jakieś pół godziny. A sprzątanie zajęło nam godzinke niecałą. Następnie postanowiliśmy po ciężkiej pracy, że wieczorem obejrzymy mecz w telewizji, bo będzie grać "Menchester United" i "Arsenal Londyn". Ale mieliśmy jeszcze dużo czasu do wieczora, bo była dopiero 16:00, a mecz zaczynał się o 20:00. Ja i Nathan poszliśmy do pokoju i zaczęliśmy śpiewać "Warzone", a Nathan grał na pianinie.

I can't believe I had to see
The girl of my dreams cheating on me
The pain you caused has left me dead inside
I'm gonna make sure you regret that night

I feel you close, I feel you breathe
And now it's like you're here
You're haunting me
You're out of line
You're out of sight
You're the reason that we started this fight

But I know I just gotta let it go
I should'a know
I gotta learn to say goodbye now
I throw my armour down
And leave the battleground
For the final time now
I know I'm running from a warzone

In our house, I hate that place
Everywhere I walk I see your face
Try to erase a memory with a flame
And hope I never see you again
Standing here in this burning room
You know the end could never come so soon

It's clear to me the lies you use
The ones that kill me ain't hurting you
So ....

....I know I just gotta let it go
I shoulda' know
I gotta learn to say goodbye now
I throw my armour down
And leave the battleground
For the final time now
I know I'm running from a warzone

I'm running from a warzone
I can't do this anymore
I'm running from a warzone
What are we fighting for?
I'm running from a warzone

I know I just gotta let it go
I shoulda' know
I gotta learn to say goodbye now
I throw my armour down
And leave the battleground
For the final time now
I know I'm running from a warzone

    Śpiewaliśmy ją w kółko i w kółko, aż Nathana zaczęły ręce bolęc od grania. Wtedy zaczęliśmy rozmawiać. Potem nam przerwano, bo ktoś nas z dołu  wołał.
- Ejj gołąbeczki złazcie na dół-zawołał Max.
- Już idziemy.
- Mecz się już zaczyna.
- Ale nam czas szybko zleciał.-powiedział do mnie Nathan.
- Nooo.
   Potem poszliśmy na kanapę. Max poszedł w tym czasie zrobić popcorn,a Jay po cole. Usłyszeliśmy jakieś chałasy z kuchni. Zapytaliśmy coś się stało, a oni nam odpowiedzieli, że Max rozsypał popcorn, a Jay się przewrócił i rozlał sok. Odrazu poleciałam po Whirly Mopa i powiedziałam, że mają to posprzątać. Oni z niechęcią chcieli to zrobić, ale zrobili. Zagroziłam im, że jak tego nie posprzątają to nie będą meczu oglądać. A w tym czasie Nathan i Tom kłócili się o pilota.
- Oddawaj ten pilot.-krzyczał Nathan.
- NIE!!
- Dlaczego??!!
- Bo nie
- Ale ja go pierwszy miałem.-powiedział Nath.
- No i co z tego?
- Gówno. Oddawaj!!!!
- Jak chcę mecz oglądać.-odparł Nathan.
- A ja film.
- Mecz.
- Film.
- Mecz.
- Film.-przekrzykiwali się.
- Chłopaki przestańcie!!. Zachowujecie się ja dzieci.
- Zgadzam się z Martą. Dosłownie dzieci. hehe.-powiedział Seev.
- "Gdzie dwóch się kłoci tam trzeci korzysta. Hehe".-powiedziałam wyrywając im pilota z rąk.
- I w takim razie będziemy oglądać to co ja chcę.
- Czyli?
- Dowiecie się za chwilę.
- Ejj no. Widzisz co zrobiłeś!-powiedział Nath.
- Co ja!?To ty zacząłeś.-odpowiedział.
- Przestańcie do cholery.
- No dobra.
- Ok.
- Nareszcie. A teraz Nath siada na jednym końcu kanapy, a Tom na drugim. Żebyście mi się tu nie pożarli czy coś.
- Nie musisz, bo ja wychodę z domu.
- Dlaczego idziesz?-zapytałam.
- Bo tak i już.
- A kedy wrócisz?
- Nie wiem.
- Byle nie za późno.
- Ok. Postaram się.
  I wyszedł z domu, a my zaczeliśmy oglądać telewizor. Nathan jęczał mi za uchem, żebym mu włączył ten mecz. Zgodziłam się tylko dlatego, żeby mi już nie jęczał za uchem. Zaczęliśmy oglądać mecz. Była już 30 minuta meczu, a wynik to 1:0 dla Menchesteru. Max i Nathan najgłośniej kibicowali. Po pół godzinie Toma nadal nie było. Zaczynaliśmy się powoli martwić. W 70 minucie meczu Arsenal sztrzelił gola i był wynik 1:1. Nath i Max denerwowali się, że mecz skończy się remisem, ale 10 minut później Menchester sztrzelił kolejne dwa gole doprowadzając do wyniku 3:1 i do wygranej. Chłoapki zaczęli skakać z radości przed telewizorem. Nadal Tom nie wrócił do domu, więc max postanowił do niego zadzwonić.

HEJ.  STARY GDZIE JESTEŚ??- MAX

A CO CIĘ TO?- TOM

CO MASZ TAKI DZIWNY GŁOS? CZY TY SIĘ UPIŁEŚ?- MAX

TAK.- TOM

WRACAJ DO DOMU, BO SIĘ MARTWIMY O CIEBIE. -MAX

NIE CHCE MI SIĘ- TOM

WRACAJ, ALE JUŻ. TO ROZKAZ- MAX

NARA- powiedział Tom rozłączając się.

 Ciągle nie było go w domu. Po pół godzine wrócił do domu.
- No nareszcie. Gdzie ty byłeś?
- Ale ty jesteś narąb*** -powiedziałam.
- W barze.
- Aha.
- A teraz do łóżka marsz. Musisz wytrzeźwieć do jutra, bo jak cię Kelsey takiego zobaczy to w szał wpadnie.
- No już idę.
- Wy też już idźcie do łóżek.
- Ok.-powiedzieli wszyscy chórem.
  Ja też poszłam do łazienki umyć się, a potem odrazu do łożka. Chwilę później przyszedł Nathan powiedzieć mi "dobranoc" i dał mi namiętnego całusa, aby mi się dobrze spało. Po tym zasnęłam.


*********************************************************************************
Napisałam. Dedykuje go mojej rodzince.
UWAGA 1: Obiecałam siostrze, że ona napisze rozdział 10.
UWAGA 2: Ten rozdział będzie odbiegał od tematyki mopich rozdziałów.
Miłego czytania życzę.
Pozdrawiam
Marcia     :***

DZIĘKUJĘ!!!!!



Wielkie dzięki za to, że czytacie mojego bloga. Bo dzisiaj licznik przekroczył 1000 i teraz wskazuje 1023. Zachęcam do dalszego czytania i komentowania.
Pozdrawiam.

czwartek, 23 lutego 2012

ROZDZIAŁ 8




                                                       KILKA DNI PÓŹNIEJ

   O godzinie 9 obudziły mnie chałasy z dołu. Zeszłam na dół,  a tam Nathan i Jay postanowili zrobić sniadanie. Poprostu przez nie uwagę spadł im talerz na podłogę i sie rozbił.
- Cześć chłopaki.
- Cześć Marta.-powiedział Jay.
- Cześć skarbie.-dodał Nathan.
- Co wy tu robicie?!-zapytałam.
- Śniadanie.-odpowiedzieli razem.
- Własnie widzę.
- Jak wiesz to po co się pytasz?
- Bo strasznie przy tym chałasujecie.
- Przepraszamy, że cię obudziliśmy.
- Nic nie szkodzi, ale następnym razem jak postanowicie razem zrobić śniadanie, to róbcie to ciszej.
- No dobra.
  Chwilę później poszłam na górę do łazienki, uczesać się i umalować. Potem poszłam na śniadanie, które zrobiłi chłopaki.
- Mam takie pytanie...
- Jakie?
- Czy to śniadanie jest jadalne. hehe-powiedziałam z śmiechem.
- No jasne. A niby jakie ma być?
- To dobrze.-powiedziałam zaczynając jeść.
    Po tym poszlam na górę porozmawiać z koleżankami.  Rozmawiałyśmy 20 minut kiedy postanowiłyśmy się spotkać. Poszłam się ubrać. Ubrałam sobie rurki i pomarańczowy top. Po pól godzinie byłam już gotowa do wyjścia, ale miałam jeszcze dużo czasu do spotkania. Była dopiero 10:30 a umówiłysmy się na 11:30. Usłyszałam z dołu, że ktoś mnie woła. Zbiegłam na dół.
- Ale ty ładnie jesteś ubrana.-komplementował mnie Nath.
- Dziękuję.
- Słuchajcie mnie wszyscy.-krzyknął Max.
- Nie mam planów na wieczór. Co chcecie robić? Jakieś pomysły?-dodał.
- Może znowu seans filmowy?-powiedział Tom.
- Nie. Za dużo filmów ostatnio oglądaliśmy.-powiedział Seev.
- To może wybierzemy się na jakąś imprezę?-zapytała Magda.
- No świetny pomysł.
- wszyscy się zgadzają?
- No dobra.
- Więc postanowione idziemy na imprezę.
- A o której?-zapytałam.
- Nie wiem.
- Może gdzieś około 20:00.
- No dobra.
- A po co pytasz?
- A no z koleżankami się umówiłam i chciałm wiedzieć kiedy mam wrócić.
- Aha.
  Po tym naszym zebraniu wyszłam z domu. Szłam powoli, bo miał mjeszcze dużo czasu. Po 15 minutach doszłam na umówione miejsce. Czekałam tam już Magda, Angelika i Karolina.
- Hej dziewczyny.
- Hej.-przywitałysmy się przytulając się.
- O mój boże. Jak wy się zmieniłyście.
- Wcale nie.
- To może dlatego tak mówię, że się dawno nie widziałysmy.
- No może dlatego.
  Czekałyśmy na resztę dziewczyn czyli Anię, Beatę i Martę. Po pięciu minutach przyszły i ruszyłyśmy na miasto. Zaczęłysmy plotkować oczywiście o chłopakach. Wchodziłyśmy do każdego sklepu jakiego ino spotkałyśmy po dordze.W pewnym momencie zaczął wibrować mi telefon. Dzwonił Max.

HEJ. GDZIE TY JESTEŚ?-ON

HEJ. NO JESZCZE Z DZIEWCZYNAMI. A CO?-JA

A WIESZ KTÓRA GODZINA JEST?-ON

NO 19:50.-JA

NO 19:50. UMAWIALIŚMY SIĘ NA 20:00.-ON

O CHOLERA NA ŚMIERĆ ZAPOMNIAŁAM-JA

SKLEROZE MASZ. HEHE-ON

NIE MAM SKLEROZY. DOBRA BĘDĘ ZA 20 MINUT-JA

PA.-JA

PA. CZEKAMY.- powiedział rozłaczając się.

- Ej dziewczyny ja muszę już iść, bo zapomniałam, że idziemy dzisiaj na imprezę.
- No dobra to idź
- Ale chyba że taż chcecie iść z nami??-zaproponowałam.
- No nie wiem.-odpowiedziała Magda
- Ja też nie wiem, ale chyba się skuszę.-powiedziała Ania.
- To fajnie.
- Ja tak samo.-dodała Marta i Karolina.
- Ja też idę z wami.-powiedziała Beata.
-To super idziemy wszyscy razem. Ale będzie z nas banda. hehe.-powiedziałam.
- Dlaczego banda?
- Bo będzie nas dużo.
- Dużo czyli ile?
- Noo 16. hehe
- Aż tyle!!
- Nom tyle.
- A skąd nas tyle się wzięło?!-zapytała Angelika.
- Mam tu teraz wszystkich wymieniać?!
- Tak
- No dobra. A więc... Nathan, Max, Tom, Jay, Siva, Michelle, Kelsey,Nareesha, Magda, Ania, Angelika, Karolina, Beata, Marta, Magda i ja.
- Aha. To sporo.
- To idziemy dziewczyny do domu.
- Idziemy.

                                                           JUŻ W DOMU

- Co tak długo?
- Jakoś nam czas szybko zleciał.
- Hej dziewczyny.-krzynęli wszyscy razem.
- Hej.-odpowiedziały chórkiem.
- Chyba się nie obrazicie ja dziewczyny pójdą z nami?
- Nie no co ty. Mogą iść.
- To idziemy?
- Noo.
- Ale wy wszyscy jesteście ładnie ubrani.-powiedziałam.
- Dziękuję. Ty też-powiedział Nath.
     Był ubrany w czarne rurki i niebieską bluzkę z nadrukiem. Ahh, ale w tym sexy wyglądał o mało co i bym zemdlała. Wyszliśmy wszyscy z domu. Po drodze dołączyły do nas Kelsey, Nareesha i Michelle. Po jakimś czasie doszlismy na miejsce imprezy. Wszyscy odrazu wskoczyli na parkiet i zaczęli tańczyć. Świetnie się bawilśmy. Cały czas puszczali szybkie piosenki do których cały czas tańczyłam z dziewczynami. Po jakimś czasie zaczęły mnie nogi boleć od tańczenia, więc poszłam sobie usiąść i się czegoś napić.  Potem puścili wolną piosenkę. Podszedł do mnie Nathan i poprosił mnie do tańca.
- Zatańczymy?
- No jasne.
- Ale jak bedziemy tańczy skoro jestem od ciebie niższa i to o dużo??
- Węzme cię na ręce.
- Aha. To fajnie-powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
 Chociaż dziwnie to wyglądało, ale nie obchodziło mnie co mówią inni ludzie. I zaczęliśmy tańczyć. A dziewczyny cały czas się na nas patrzyły i robiły sera z rąk. Ja i Nathan się do nich uśmiechaliśmy. Chwilę później skończyła się piosenka.
- Dobra możesz mnie odłożyć już na ziemię.
- Nie chcę mi się.
- A to niby dlaczego?
- Bo jubię cię przytulać.
- To miłe, ale proszę postaw mnie na ziemię.
- No dobra już cie postawię.
  Po tańcu poszłam sobie usiąść, bo mnie jakoś głowa zaczęła boleć i robiło mi się niedobrze. Podeszły do mnie dziewczyny.
- Nic ci nie jest?-zapytała zmartwiona Beata.
- Nie nic mi nie jest tylko trochę źle się czuję.
- To napij się wody.
- Poczekaj pójdę po nią.-powiedziała Marta.
- Nie, nie trzeba.
- Ale ja chcę.
- Może idź już do domu odpocząć.-powiedziała Ania.
- Dobry pomysł.
- Idę powiedzieć Nathanowi, że idę już do domu.
- Nathan źle się czuję i boli mnie głowa. Idę do domu.
- Ale sama?!
- Tak sama.
- Nie puszczę cię samą w nocy teraz do domu. Jeszcze by ci coś się stało.
- Idę z tobą,-dodał.
- Dziękuję, że się tak o mnie martwisz, ale nie musisz ze mną isć.
- Muszę. I pójdę.
    Nathan poszedł powiedzieć reszcie, że już wracamy do domu i wytłuamaczył im dlaczego. Powiedział również, że mają uważać na moje koleżanki, bo inaczej będą mieć doczynienia z rodzicami. Wracaliśmy wolnym spacerkiem do domu. Szliśmy wąską uliczką. Ja ciągle byłam wtulona w Nathana. gdy zaciągłam się powietrzem czułam jego boskie perfumy od których o mało co nie zemdlałam. Szliśmy pół godziny i w końcu doszliśmy do domu. Ja od razu poszłam do łazienki się wykąpać i potem poszłam do łóżka bo byłam też strasznie zmęczona. A Nathan zrobił mi niespodzianke czyli przyniósł mi kolację do łóżka. Po kolacji położyłam się, a Nath koło mnie. Po chwili juz zasnęłam wtulona w Natha.

*********************************************************************
co o tym sądzicie?? proszę o szczere opnie.

środa, 22 lutego 2012

ROZDZIAŁ 7




 I wtedy zaczęliśmy się całować. Trwało to 5 minut, kiedy przerwał nam... Max. Od  razu zerwałam się z łóżka.
- Max co ty tu robisz??-zapytałam wkurzona.
- Jest już późno.
- A po zatem jak się wchodzi to się puka.!!
- No dobra. To wyjdę z zapukam. Ok??
- Nie. Jak wyjdziesz to już nie wchodź
- A tak w ogóle to po co przyszedłeś??
- Chciałem tylko sprawdzić czy śpicie.
- Ja widać nie śpimy.
- A teraz...-przerwał mi Nathan.
- WYPAD!!!!!
- No dobra już idę.
- To na czy skończyliśmy??- powiedziałam wskakując do łóżka.
- ZANIM NAM KTOŚ BEZCZELNIE PRZERWAŁ?-wydarłam się tak aby mnie Max usłyszał
- Słyszałem.
- Wiem, bo to specjalnie zrobiłam.
   Zrobiłam się strasznie śpiąca, więc położyłam się spać.Zasnęłam na ramieniu Nathna, bo nie miałam siły pójść do swojego łóżka.


                                            NASTĘPNEGO DNIA




  Zerwałam się z łózka strasznie śpiąca. Potem od razu poszłam do łazienki, a następnie do kuchni zrobić sobie śniadanie. A tam co...
- Niespodzianka-krzyknął Nathan.
- O.o śniadanko. Dziękuję.
- Cześć.-przywitałam się z nim.
- Cześć skarbie.
- Siadaj.-powiedział dając mi talerz.
- No już siadam
- Ale to pysznie pachnie.-powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Po śniadaniu wychodzę z domu-oznajmił Nathan.
- A dlaczego?
- Muszę coś załatwić.
- No dobra to idź.
- Dobra. Pa.
   Pięć minut później dokończyłam śniadanie i poszłam się ubrać, a Nathana już w domu nie było. Potem poszłam na komputer pogadać z koleżankami, bo się dawno do nich nie odzywałam. Zagadałyśmy się na gadu-gadu, że aż straciłam na gadanie z nimi masę czasu. Po chwili dostałam sms-a od Natha.

" HEJ CO PORABIASZ?"- ON

" A NIC. PISZĘ Z KOLEŻANKAMI"- JA

" A TO DOBRZE. ZE NIC NIE ROBISZ"- ON

"DLACZEGO DOBRZE?"- JA

" A WIĘC JUŻ CI MÓWIĘ."- ON

" NO MÓW"- JA

" NO DOBRA JUŻ. IDŹ DO SWOJEGO POKOJU. NASTĘPNIE ZAJRZYJ DO SZAFY I WEŹ SUKIENKĘ PO LEWEJ STRONIE I JĄ WŁÓŻ, UMALUJ SIĘ I PÓJDŹ DO MAXA I POWIEDŹ ŻEBY CIE ZAWIÓZŁ"- ON

" ALE GDZIE?"- JA

" ON BĘDZIE WIEDZIAŁ GDZIE"- ON

" TAK GDZIEŚ NA 17:00"-ON

" NO DOBRA ZROBIĘ TAK"- JA

" PA. DO ZOBACZENIA"- ON

" PA"- JA

  Tak jak kazał, tak zrobiłam. Poszłam do pokoju, otworzyłam szafę i tam zobaczyłam piękną biało- czarną sukienkę. Biust tej sukienki był biały a cała reszta czarna, oraz obaczyłam czarne bolerko i szpilki. Po ubraniu poszłam do łazienki zrobić sobie fryzurę i umalować się. Zrobiłam sobie loki, a oczy pomalowałam na jasny kolor, rzęsy pomalowałam tuszem i oczy eyelinerem, a usta pomalowałam błyszczykiem o smaku malin. Byłam już gotowa była  już 16:30. Więc poszłam do Maxa i mu powiedziałam żeby mnie zawiózł. Od razu poszliśmy do auta i pojechaliśmy. Jechaliśmy powoli, bo miałam jeszcze pół godziny do spotkania. Gdy dojechaliśmy na miejsce była 16:55. Wysiadłam z auta i zobaczyłam nazwę jakieś restauracji. Weszłam do środka  i zobaczyłam Nathana przy jednym z stolików. Był ubrany w czarne rurki, białe buty i także białą koszulkę.
- Witaj skarbie.-powiedział Nath.
- Witaj.-powiedziałam dając mu buziaka w policzek.
- OMG. jak ty ślicznie wyglądasz!!
- Dziękuję. Ty też ładnie wyglądasz.
- Usiądziemy?
- No jasne.-powiedział Nathan odsuwając mi krzesełko.
- Dziękuję. Jaki z ciebie dżentelmen.
- No cóż taki jestem.-odparł uśmiechając się
     Chwilę później podszedł do nas kelner i podał nam karty. Zamówiliśmy sobie jedzenie i picie. Po dziesięciu minutach kelner przyniósł nam nasze zamówienie. Po zjedzeniu jeszcze długo rozmawialiśmy i wznieśliśmy toast za to spotkanie.
- Mam takie pytanie Nathan.-powiedziałam.
- Jakie??
- Czy ty mnie na randkę zaprosiłeś??-zapytałam.
- Noo tak.
- A to fajnie.
- A dlaczego??-znowu zapytałam
- Bo się w tobie zakochałem.
- Serio?!. Przyznam ci się, że ja w tobie też.
- Ja też mam pytanie.
- Jakie??
- No nie wiem od czego zacząć
- No powiedz.
- A więc...
- A więc co??- mówiłam no niego, bo nie mógł wykrztusić słowa.
- Czy zostaniesz moją dziewczyną?? Bo się już całowaliśmy, a nawet parą nie jesteśmy.
- OMG. Nie wiem co powiedzieć.
- Tak albo nie. Więc...
- Tak!
- Ale super mam dziewczynę!!-powiedział szczęśliwy z uśmiechem na twarzy oraz mnie całując.
 Następnie Nathan powiedział, że musi iść do toalety i za chwilę wraca. Po dwóch minutach wrócił z rękami za plecami.
- Co tam masz??
- Bukiet-powiedział wyciągając go zza pleców.
- Ojj dziękuję, ale nie musiałeś.
- Musiałem.
- Ale ty mnie zaskakujesz.
  Po tym zapłaciliśmy za kolację i ruszyliśmy wolnym spacerkiem do domu. Ja ciągle wtulałam się w Nathana.

***************************************************************************
Napisałam. Postaram się szybko nadrobić zaległości z rozdziałami.
pozdrawiam :*